Karol de Foucauld

By | Kwiecień 12, 2015

„Gdy tylko uwierzyłem, że jest Bóg, zrozumiałem, że nie mogę zrobić inaczej, jak żyć tylko dla Niego”.
Na pustyni Saharze, którą niektórzy ludzie nazywają najsmutniejszym i najbiedniejszym miejscem na ziemi, znajduje się uboga osada arabska, Tamanrasset. Często przybywają do niej młodzi ludzie z całego świata. Czego szukają w tym zakątku ziemi, „zapomnianym przez Boga i ludzi” ? Może ziemia kryje tu jakieś skarby ? Nie. Ci młodzi ludzie pytają o adres „marabutów” (ludzi Boga). Tu żył prawdziwy święty naszych czasów. Dzisiaj mieszka tutaj i pracuje grupa jego naśladowców, mała cząstka wielkiej armii Małych Braci i Małych Sióstr, rozrzuconej po całym świecie, zwłaszcza w takich jak ten, najuboższych zakątkach naszego świata. Kim był ten człowiek, którego przykład tak porywa dzisiejszych ludzi ?

Karol de Foucauld (czytaj : Fuko) urodził się w Strasburgu w 1858 r. w rodzinie arystokratycznej, z której wyszło wielu sławnych mężów narodu francuskiego. Niedługo cieszył się ojcem i matką, bo oboje zmarli mu w jednym roku, gdy Karol miał zaledwie lat pięć. Wychowaniem jego zajął się dziadek. Najpierw posłał go do szkoły, a potem do gimnazjum. Po maturze Karol wstąpił do Szkoły Kawalerii, którą ukończył mając lat 21.

Karol był chłopcem zdolnym, inteligentnym. Początkowo uczył się pilnie, potem się zaniedbał. Będąc jeszcze w gimnazjum stracił wiarę w Boga i zaczął bardzo źle żyć. Sam się potem przyznaje : „Mając 17 lat byłem cały uosobieniem egoizmu, próżności, bezbożności, owładnięty pragnieniem zła”. Tak napisał wiele lat później, a na razie oddaje się zabawom, lubi dobrze zjeść i wypić, nie znosi twardej dyscypliny wojskowej, jaka panowała w Szkole Kawalerii. Toteż często jest karany za niedbalstwo i lenistwo. Wreszcie kończy szkołę jako uczeń z najgorszą opinią, co potwierdza się potem w czasie jego służby wojskowej. Jest oficerem zaledwie półtora roku i zostaje decyzją ministerstwa zawieszony w czynnej służbie za niekarność i złe sprawowanie. Tak więc na razie nic nie zapowiadało, że Karol de Foucauld pójdzie śladami swoich wielkich przodków. Tymczasem pociągają go przygody i nieznane kraje. Odbywa więc podróż do Maroka, które wówczas jest mało znanym, dzikim krajem, zamieszkanym przez mahometan wrogo usposobionych wobec chrześcijan. Dokonuje wielu ciekawych odkryć i badań w czasie tej podróży, za co otrzymuje nawet złoty medal Francuskiego Towarzystwa Geograficznego. Ale zapada ciężko na zdrowiu i musi powrócić do Francji.

I wtedy ma dużo czasu, by się zastanowić nad swoim dotychczasowym życiem. Jest niewierzącym, mimo że w szkole otrzymał wychowanie religijne. Ale lektura, koledzy, styl życia — to wszystko odciągało go od Boga… Teraz powracają mu w pamięci obrazy podróży po Afryce. Przypomina sobie znajomych Arabów, którzy pięć razy dziennie, w przepisanych godzinach, odrywali się od swych zajęć, by korzyć się przed Najwyższym : ,,Allach Akber” — Bóg jest Największy — mówili. Wie również, że w miejscowości, w której teraz przebywa, bardzo bliska mu osoba, jego kuzynka Maria, modli się w pobliskim kościele. Tamci są Afrykanami i muzułmanami, ona Francuzką i katoliczką. Niegdyś Karol de Foucauld sądził, że odmienność różnych religii dowodzi nieprawdziwości wszystkich. Teraz, kiedy po obu stronach morza widział, jak wierzący modlą się, już tak nie myśli. Od pielgrzymów z Mekki i od francuskiej chrześcijanki wznosi się do Jedynego Boga, Najwyższego Pana, ten sam głos wiary i uwielbienia. I w duszy Karola z wolna budzi się ten głos. Ale do nawrócenia jeszcze daleko. Dużo się zastanawia. Czasem wejdzie do kościoła i modli się : ,,Boże mój, jeżeli jesteś, daj mi to poznać”. Bardzo pomaga mu w tym jego kuzynka Maria. Dzięki niej poznaje księdza Huvelin, wikarego paryskiej parafii św. Augustyna. To u niego właśnie, któregoś październikowego poranka, po długich wahaniach, Karol spowiada się i przyjmuje Komunię św. Przeżywa głęboką radość — po 12 latach błądzenia znów wierzy. Ponownie wybiera się na Wschód, ale już nie w celach naukowych — porywa go inna przygoda. Jedzie do Ziemi Świętej i kieruje swe kroki śladami Chrystusa. Zwłaszcza Nazaret wzrusza go do głębi serca. Właśnie tu przez trzydzieści lat mieszkał Jezus w ciszy, modlitwie i pracy, przy Matce Najświętszej i św. Józefie. Foucauld przeżył wtedy moment jakby drugiego nawrócenia. Pociąga go właśnie takie życie : w ciszy, modlitwie i pracy pragnie upodobnić się do Chrystusa ubogiego. Nie zazna odtąd spokoju. Wstępuje do zakonu trapistów o bardzo surowej regule i ścisłym ubóstwie. Staje się bratem Alberykiem. Przebywa w Opactwie Najświętszej Panny Śnieżnej w południowej Francji, ale po sześciu miesiącach przenosi się do innego klasztoru trapistów w Syrii, ponieważ jest uboższy niż tamten. Jednak i tu nie zaznaje spokoju. Pewnego razu przełożeni wysyłają go do sąsiedniej wioski dla odprawienia modłów przy zwłokach arabskiego robotnika, katolika. Foucauld wchodzi do rudery zmarłego i doznaje głębokiego wzruszenia. Odkrywa tak straszną nędzę, że blednie przy niej ubóstwo mnichów. Zrozumiał wtedy, że Bóg wzywa go, aby był wśród tych najuboższych i dzielił z nimi ich życie. Rodzi się w nim projekt założenia Zgromadzenia Małych Braci Jezusa. Układa nawet przepisy dla tego zgromadzenia, którego główną zasadą miało być ubóstwo. Członkowie jego mieli żyć tam, gdzie są najbiedniejsi i tak jak najbiedniejsi. Aby to zrealizować, prosi o zwolnienie z zakonu trapistów, przybiera imię brata Karola od Jezusa i udaje się ponownie do Nazaretu. Tam staje się sługą klarysek, mieszka w bardzo ubogiej budce, która dawniej służyła za skład na narzędzia. Tam też uczy się, jak żyć w całkowitym zapomnieniu, ubóstwie, posłuszeństwie na wzór Jezusa Nazareńskiego. Po wielu miesiącach rozmyślań i modlitwy decyduje się przyjąć święcenia kapłańskie.

Po święceniach udaje się znów do Afryki na pustynię. W Beni Abbes, na skraju Algierii i Maroka, między chrześcijanami i muzułmanami chce żyć jako pustelnik. Ale jego pustelnia jest dla wszystkich otwarta : chrześcijanie przychodzą tu się modlić, muzułmanie rozmawiają z nim o Bogu, żebracy szukają pomocy i wsparcia. Ale i na tym nie poprzestaje. Chce z misją Ewangelii iść dalej : osiedla się w głębi Sahary, wśród koczowniczego plemienia Tuaregów. Jest jedynym kapłanem i chrześcijaninem na setki oaz. Zyskał swoim zachowaniem wielką przyjaźń Tuaregów, którym zawsze jest gotów śpieszyć z pomocą. Opracowuje słownik języka tego plemienia, tłumaczy na ich język wiele tekstów religijnych. Przyjął jako swoje hasło słowa św. Pawła : „Stałem się wszystkim dla wszystkich, aby uratować za wszelką cenę choć niektórych” (1 Kor 9, 22). Rzeczywiście można o nim powiedzieć, że dla biednych Tuaregów stał się Tuaregiem, aby zbliżyć ich do Chrystusa.

W roku 1914 dotarła do niego wieść o wybuchu wojny w Europie. Prawie równocześnie w północnej Afryce mahometanie organizują powstanie religijne. Fanatycznym powstańcom głoszącym „świętą wojnę” w imię Mahometa chodziło o pozyskanie dla swojej sprawy również i Tuaregów. Przeszkadzała im jednak przyjaźń i wpływ, jaki miał na to plemię ojciec Karol. Dlatego to 1 grudnia 1916 roku, wieczorem, kilku powstańców wdarło się podstępnie do prawie bezbronnej osady, związali ojca Karola i zamordowali go. Po odejściu bandy, mieszkańcy osady pochowali ciało męczennika o kilka kroków od miejsca jego męczeńskiej śmierci. Można teraz zapytać : czy rzeczywiście Karol de Foucauld poszedł śladami swoich sławnych przodków ? Czy dokonał w życiu
czegoś naprawdę wielkiego ? Z początku wydawało się, że nie. Myślano nawet, że jego misja i życie zakończyły się fiaskiem. Niewielu bowiem mahometan udało mu się nawrócić na katolicyzm. Za swego życia nie znalazł naśladowców. Ale zasiew miłości powoli dojrzewał. Jego dzieło podjęli inni. W 1933 roku powstali Mali Bracia Jezusa, a w 1939 Małe Siostry Jezusa. Zgromadzenia te przyjęły regułę opartą na idei ojca Karola i wyruszyły, by żyć i pracować w krajach tak zwanego Trzeciego Świata. Dziś wśród najbiedniejszych pracują już setki Małych Braci i Sióstr. Porzucili oni wszystko i żyją nadzieją, że ich ewangeliczne życie zdoła poruszyć serca ludzi. Są świadkami Chrystusa przez modlitwę, ubóstwo nazaretańske i pracę. Dzieje się tak dlatego, że kiedyś, przed kilkudziesięciu laty, pewien młody oficer francuski, żądny przygód i sławy, zrozumiał, że wszystkie sprawy życiowe nabierają dopiero wtedy prawdziwego znaczenia, gdy się pozna Chrystusa i pójdzie za Nim.

Gdybyś miał sposobność, to przeczytaj książkę Krystyny Saryusz-Zaleskiej pod tytułem „Karol de Foucauld apostoł Sahary”. Może znajdziesz ją w waszej bibliotece parafialnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *